Po zamieszaniu świątecznym dochodziłam do siebie dość długo. Ciągle przerabiałam w głowie sytuacje, rozmowy, obserwacje. Z czasem udało mi się do nich zdystansować na tyle, że wróciłam do codzienności i to z radością. Przemyślałam postanowienia noworoczne, spisałam tylko te rozsądnie brzmiące i rokujące jakiekolwiek nadzieje, a potem powolutku zaczęłam zabierać się za noworoczne porządki. Continue reading

Advertisements

Musical na rocznicę

W prezencie na Gwiazdkę dostałam od M. bilety na Musical. Nigdy nie byłam na takim Show, a są one tu dość popularne. No jakoś się nie zeszło. Byłam prezentem zaskoczona, ale bardzo mile. Wybrał przedstawienie w dzień naszej rocznicy ślubu, co sprawiło mi dodatkową radość, bo pokazało, że o tym pamiętał. Ale to nie był koniec radości. Wykupił dla nas pakiet premium, w którym przed przedstawieniem i w trakcie przerwy mieliśmy własny stolik w tzw. Lounge, drinki  przekąski! Czułam się naprawdę szczególnie. To była chyba pierwsza taka niespodzianka z jego strony w całym naszym małżeństwie. Sam Musical był niesamowitym przeżyciem dla mnie. Tak bardzo byłam poruszona, że na koniec łzy same leciały mi po policzkach. Jestem M. ogromnie wdzięczna za ten gest.

Bigos

W tym roku zwkły, nie wegański. Zwykły polski bigos. Gotowałam chyba 6 dni, straciłam rachubę. Udał się. Wyjadam resztki z garnka. Jest bardzo smaczny. 6 słoików. Na świeta będą musiały starczyć 4, bo na ten weekend mamy gości i chcę im go zaserwować. Co prawda połowa gości to właśnie weganie, ale…. ja ich nie zapraszałam, więc będą musieli wyciągać mięsko i odkładać na bok. Wiem, jestem złośliwa. Ale na te święta nie cieszę sie niestety. Za to z bigosu cieszę się jak dziecko, bo zawsze bigosu się bałam. Jakoś myślałam, że nie jestem wystarczająco dobrą kucharką, by zrobić tak dobry jak moja Mama. Myliłam się i bardzo się z tego cieszę. Skoro udał mi się bigos, a jakiś czas temu sernik wiedeński (serniki też mi NIGDY ne wychodziły), to co jeszcze uda mi się z polskich potraw? Teraz będę odważniejsza 🙂

Oby tylko udało mi się przetrwać świeta…

Zaproszenie

Póki co 2 odmowy, 1 zaproszenie na rozmowę. Akurat te 2 pozycje, które najbardziej mnie ciekawiły najwidoczniej nie są dla mnie. Czekam jeszcze na kilka odpowiedzi. Póki co mam dość otwarty umysł. Szukam też dalej.

Poza tym śpię coraz mniej, coraz więcej kombinuję. I wciąż wydaje mi się, że drepczę w miejscu. Nie wiem, może i jestem niedojrzała. Może powinnam bardziej “racjonalnie” podchodzić do życia. No ale nie robię tego i pewnie już to się nie zmieni. Jestem jaka jestem. Widzę świat swoimi oczami, a nie cudzymi.

Konfucjusz podobno powiedział, że nie cel jest ważny, ale droga do celu. Mam nadzieję, że interpretuję to dobrze, aczkolwiek niemieckie tłumaczenie brzmi nieco inaczej: Der Weg ist das Ziel. I ta forma do mnie bardziej przemawia. Zostanę więc przy niej. I będę dalej iść swoją drogą do celu. Wierzę w moją drogę.

 

Wciąż nie siwa

Jakieś 3 lata temu przestałam farbować włosy, mimo, że używałam tylko henny. Chciałam mieć swój kolor. Powiedziałam, że nie pofarbuję, dopóki nie zacznę siwieć. No cóż… Nadal na szczęście nie siwieję, ale postanowiłam znów nałożyć hennę. Chyba pchnęło mnie do tego ostatnie zdarzenie podczas lekcji języka włoskiego. Continue reading

Takie tam

Od wczoraj burze krążą w naszej dziurze 🙂 I to jest dosłownie dziura, czy może zagłębie, tu gdzie mieszkam teraz. Więc jak burza tu wpadnie to wyjść nie może. Ale czasem przez góry wcale nie da rady wejść i wtedy tylko z dala widać błyski, a u nas cisza. Tym razem przedarła się i to jak na złość akurat w dzień, kiedy córcia ma klasowy wypad pod namioty. Mam nadzieję, że nie zamieni się to w spływ namiotowy. Continue reading